Goście w Trękusie

UCZNIOWIE, PRZYJACIELE I SYMPATYCY JANUSZA KACZMARSKIEGO

Wielu z nich to także pedagodzy, profesorowie różnych uczelni artystycznych. Uczestnicy prezentują rozmaite postawy i posługują się odmiennymi językami plastycznymi. Ta różnorodność odzwierciedla otwarte podejście do nauczania Janusza Kaczmarskiego.

Przeczytaj tekst przewodni do wystawy „Goście w Trękusie” autorstwa Magdaleny Janoty-Bzowskiej.

Iwona Altmajer

Profesora Janusza Kaczmarskiego znam z pracowni malarstwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, gdzie studiowałam. Wiele się nauczyłam od Niego i od Joanny.

Na jednym z przeglądów prac Profesor zauważył, że mój styl i kreska dynamicznie się zmieniają, nawet podczas kilku zajęć. Myślałam, że to źle. On jednak powiedział mi, że wygląda to tak jakby „żyło” we mnie kilka dusz różnych malarzy i przemawiało na zmianę w moich pracach. To było ciekawe i inspirujące. Dzięki temu nawet do tej pory nie staram się na siłę ujednolicić swojego stylu, korzystam z kilku sposobów ujęcia formy.

To wspomnienie pozostało we mnie na wiele lat.

Piotr Bętkowski

Urodził się w 1955 roku w Osięcinach. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyplom z malarstwa z wyróżnieniem uzyskał w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego w 1986 roku. Od 1987 roku jest profesorem w Zakładzie Malarstwa Instytutu Artystycznego na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Uprawia malarstwo i rysunek.

O moim wyborze pracowni dyplomowej zadecydowała twórczość malarska Profesora oraz Jego szeroka wiedza i formy jej przekazywania.

Tadeusz Boruta

Urodził się w 1957 roku. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dyplom z malarstwa otrzymał w 1983 roku w pracowniach Stanisława Rodzińskiego i Zbyluta Grzywacza Jest malarzem, teoretykiem, kuratorem wystaw i pedagogiem. Jest profesorem, prowadzi pracownię malarską w Uniwersytecie Rzeszowskim. Od 2015 roku jest członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. W latach 80. tworzył niezależne wystawy antyreżimowe. Prezentował prace na ok. 450 wystawach w kraju i za granicą. Stworzył polichromie, witraże i obrazy w 9 obiektach sakralnych. Jest autorem tekstów i 3 książek o sztuce. Prezentował swoje obrazy na 74 wystawach indywidualnych i ponad 400 zbiorowych.

Janusza Kaczmarskiego poznałem w 1985 roku we Wrocławiu w trakcie tamtejszego I Krajowego Biennale Młodych „Droga i Prawda”. Była to najważniejsza wystawa sztuki młodych artystów, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego bojkotowali w latach 80. politykę kulturalną komunistycznych władz PRL-u. Na tym niezależnym Biennale dostałem główną nagrodę, a Janusz Kaczmarski był jednym z jurorów. Pogratulował mi nagrody i chwilę serdecznie o malarstwie rozmawialiśmy. Chociaż wówczas nie znaliśmy się, zaproponował mi od razu możliwość noclegu w swojej pracowni, kiedy miałbym taką potrzebę przyjeżdżając do Warszawy. Kilka razy z jego gościnności skorzystałem. Dało to mi możliwość poznania jego twórczości, a także słuchania najnowszych kaset z nagraniami jego syna Jacka, barda naszego pokolenia, który wówczas był na emigracji w Monachium.

W latach 80. Janusz Kaczmarski niewiele wystawiał, ale czas stanu wojennego mocno odcisnął się w jego twórczości. Pojawiły się nowe motywy mające symboliczne przesłanie i będące protestem wobec przemocy reżimu Jaruzelskiego. Najważniejszym z powstałych wówczas obrazów był, namalowany w reakcji na bestialskie zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki, portret kapelana „Solidarności”, z krzyżem w dłoniach i zakneblowanymi ustami. Pod jego nogami jest czaszka, która pojawia się w wielu pracach z tego okresu, gdyż ówczesna twórczość miała charakter wanitatywny.

W roku 2020 w Teatrze Victoria w Gliwicach oraz w 2022 w CSW Zamek Ujazdowski zrealizowałem duże wystawy poświęcone sztuce niezależnej lat 80. Na każdej z nich był pokazywałem obraz Janusza Kaczmarskiego pt. „Bez tytułu”, będący opisanym powyżej portretem ks. Jerzego. Bez niego prezentacja niezależnej sztuki tworzonej poza cenzurą komunistycznych władz byłaby niepełna.

Zdaję sobie sprawę, że pisanie o Januszu Kaczmarskim z perspektywy lat 80. jest w dużym stopniu niewłaściwy sformatowaniem jego twórczości, gdyż w jego długoletniej praktyce artystycznej był to raczej kilkuletni epizod, niewątpliwie istotny, ale nie determinujący całości. Po tym okresie powrócił on szybko do swej pracowni, nie tylko jako miejsca pracy, ale przede wszystkim, jako głównego miejsca/obiektu inspiracji. Poznałem go jednak w mrocznym czasie lat 80. i był to okres naszych najintensywniejszych kontaktów, ale poznałem jako niezwykle wyciszonego, wrażliwego i nieśmiałego, a przy tym otwartego na innych. Takiego go pamiętam. Stąd zapewne, z tych cech osobowości, jego zaangażowanie społeczne z jednej strony a jednocześnie tworzenie sztuki jakoś intymnej, płynącej z wnętrza prywatności. Taka jest bowiem jego twórczość, szczególnie gdy podejmuje motyw swojej pracowni. Nawet gdy maluje postacie czy przedmioty to nie mamy wątpliwości, że osadzone są one w pracowni. To wspaniałe obrazy o syntetycznej, klarownej kompozycji i malaturze bogatej w efekty luministyczne. To jego centrum świata.

Piotr Bukowski

Urodził się w 1976 roku w Warszawie. Ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych w 2001 roku, w pracowni malarstwa prof. Jarosława Modzelewskiego.

W 2014 roku obronił pracę doktorską „Zmienność światła – oblicza pejzażu”, pod kierunkiem prof. Anny Bochenek, w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Zajmuje się malarstwem i pracą pedagogiczną.

Miałem okazję poznać osobiście profesora Kaczmarskiego w drugiej połowie lat 90. Mogłem wtedy zobaczyć jego obrazy w oryginale. Mniej więcej w tym samym czasie po raz pierwszy zetknąłem się z bezpośrednio z dziełami Cézanne’a. Nieświadomie i po omacku poszukiwałem wtedy w sztuce tego, co nadało by kierunek moim osobistym dążeniom w malarstwie. Obydwaj artyści zachwycili mnie sposobem patrzenia na świat. Zobaczyłem obrazy, w których skupienie i wnikliwa obserwacja przedmiotów w najbliższym otoczeniu

nadawała potocznym motywom monumentalny wymiar. Portrety, widoki wnętrz, martwe natury autorstwa Kaczmarskiego to scenerie dla tajemnicy zaklętej w świetlistej poświacie.

Utwierdzały mnie w przekonaniu, że w prawdziwej sztuce podział między tradycją a nowoczesnością nie istnieje. Ich siła, wynikająca z warsztatu – niezwykle subtelnej uważności w posługiwaniu się formą malarską, napawała mnie nadzieją, że w dzisiejszych czasach jest sens poświęcić się malarstwu figuratywnemu.

Dziś, mimo upływu lat, ta fascynacja mojej młodości pozostaje dla mnie jak najbardziej aktualna. Również dlatego, że twórczość Kaczmarskiego posiada cechę właściwą każdej wielkiej sztuce, polegającą na tym, że jej walory można odkrywać nieustannie na nowo.

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że poznanie twórczości Mistrza, określiło mnie jako malarza.

Cykl Bachantki pochodzi z pleneru w Trękusie, chociaż obrazy zostały wykonane po powrocie, w pracowni. Wtedy też, po raz kolejny, spotkałem się z Profesorem. Ten cykl w bardzo dużym stopniu inspirowany jest obrazami Kaczmarskiego. Nie tylko w kontekście światła, ale nawet od strony technologicznej – w sposobie kładzenia farby. Dziś maluję cieńszymi warstwami.

Tadeusz Burniewicz

Urodził się w 1949 roku w Olsztynie. Dyplom z malarstwa uzyskał w 1973 roku na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1986 roku na wynajętej barce w Amsterdamie urządził pracownię malarską, przez kilka lat żył między Olsztynem a Amsterdamem. Kontynuował również współpracę z wydawnictwami jako projektant i ilustrator. W 1992 roku wrócił do Olsztyna, a w 1994 założył z synem Bartkiem studio grafiki komputerowej. W 1988 oraz 2022 roku otrzymał główną nagrodę w Olsztyńskim Biennale Sztuki – O medal prezydenta. Brał udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych.

Kiedy pierwszy raz spotkałem Janusza Kaczmarskiego, rozmawialiśmy o fatalnej perspektywie dalszego dzierżawienia domu w Trękusie. Należał on wówczas do Lasów Państwowych, które bardzo podniosły opłatę za dzierżawę. Janusz zasugerował wtedy, żeby jednak nie rezygnować z tego domu i spróbować go wykupić. Dzięki jego radzie, Trękus przetrwał, a nawet się pięknie rozwinął. Janusz Kaczmarski namalował tam wiele obrazów i spędził tam wiele czasu. Wspólnie z Joanną Stasiak gospodarował i rozwijał twórcze tradycje Trękusa.

Ewa Byszko-Kęstowicz

Urodziła się w 1973 r. w Pasłęku. Ukończyła studia na Wydziale Wychowania Artystycznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. Dyplom z malarstwa uzyskała w 1999 roku w pracowni malarstwa prof. Janusza Kaczmarskiego. Stopień doktora uzyskała w 2008 r. w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W latach 2001–2003 pracowała jako nauczyciel wychowania plastycznego w szkołach podstawowych i średnich w Warszawie. Następnie, w latach 2002–2007, była asystentką na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. W latach 2007–2017 mieszkała w Wielkiej Brytanii. Po powrocie zdobyła dyplom terapeuty zajęciowego. Obecnie mieszka w Unieszewie pod Olsztynem.

Profesor Janusz Kaczmarski był bardzo przenikliwym nauczycielem.
Jedną uwagą, słowem czy gestem potrafił „odciąć” to co dobre w naszych pracach od tego co złe.
Potrafił zachwycać się i cieszyć, kiedy dostrzegał w naszych pracach przejawy uwagi, obserwacji i prawdziwego malarstwa.
Jego zachwyt był piękny, prawdziwy, autentyczny, niemal dziecięcy. Jego uwadze nie umykały nawet znikome fragmenty raczkującego malarstwa.
Nam – swoim uczniom dodawał „skrzydeł” i nadziei. Dzięki temu pracowało się więcej i lepiej.
Kiedy dostrzegał nasze słabe strony, lichotę i powierzchowność obserwacji, materii malarskiej czy bezsens kompozycji, reagował równie mocno i ostro – negatywnie.
Mnie osobiście nie załamywała nawet najostrzejsza krytyka, raczej zawstydzała.
Najpierw staraliśmy się zrozumieć o co chodzi Profesorowi. W swoich ocenach nierzadko wychodził poza ramy czasowe, potrafił przeniknąć jak dany brak, słabość może negatywnie wpłynąć na dobry kierunek poszukiwań malarskich. Swoimi ocenami „wyznaczał” kierunek rozwoju i dążeń na dalsze lata.
Profesor nigdy nie narzucał się ze swoim malarstwem. Był bardzo skromnym człowiekiem. Jego malarstwo poznałam dopiero po studiach dzięki Joannie Stasiak. Zachwyciło mnie.
Jego bezkompromisowa postawa poszukiwania autentycznego malarstwa, bez jakichkolwiek upiększeń czy podróbek, odkryła przede mną wielkość Profesora i jego sztuki.
Dziękuję Profesorowi za te zachwycające obrazy, które w trudnych chwilach moich własnych poszukiwań dawały nadzieję i otuchę. Dziękuję za pomoc, serdeczność i wiarę w sens malarstwa!

Agnieszka Cichoń-Kamińska

W 2000 roku ukończyła studia artystyczne na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Dyplom magisterski otrzymała w pracowni projektowania graficznego pod kierunkiem prof. Stanisława Trzeszczkowskiego, malarstwo studiowała w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego. Od 2005 roku zajmuje się fotografią, projektowaniem graficznym oraz malarstwem. Należy do Polish Women Photographers, Fotoklubu RP Stowarzyszenia Twórców związku Plastyków Warmii i Mazur.

Byłam w pracowni u profesora podczas studiów na UWM w Olsztynie oraz na plenerach podczas tych studiów w Reszlu oraz Częstochowie.

Profesor Janusz Kaczmarski to dla mnie osoba przywołująca w moich wspomnieniach słowo PLENER. Plener nie tylko w znaczeniu zabawy, ale też w kontekście obowiązkowości, wymagań, pracy, przeglądów. Jednocześnie – dla równowagi – patrzący w szczególny sposób na każdego z nas. Na pewno z jego „szkoły” wyniosłam umiejętność patrzenia na sztukę poprzez stonowane barwy, wyszukane, nieoczywiste. Nie zawsze radosne, czasem mroczne. Ale szlachetne. Teraz wracam do tych wartości. Szanuję takie podejście do malarstwa i do innych dziedzin sztuki.
Może na tym polega dojrzałość i nabywanie różnych doświadczeń, które odciskają swoje piętno. Jestem dumna, że mogłam być JEGO studentką.

Monika Grabowska

W 2001 uzyskała dyplom z Wychowania Plastycznego Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie w pracowni profesora Janusza Kaczmarskiego. Jego treścią był cykl malarski pod tytułem „Madonny”, inspirowany warmińskimi świątkami oraz praca teoretyczna o twórczości Grzegorza Bednarskiego.
Obecnie żyje i pracuje w Pradze, w Republice Czeskiej. Tam też wystawia swoje prace malarskie. Współtworzy grupę artystyczną SMRT.

Rok 1996 okazał się dla mnie przełomowy. W momencie wyboru pracowni malarskiej pozostała mi jedynie pracownia profesora Janusza Kaczmarskiego. Wśród studentów krążył mit, że w tej pracowni panuje wyjątkowo wysoki poziom wymagań i intensywna praca. Moje pierwsze spotkanie z profesorem potwierdziło te pogłoski. Profesor Kaczmarski był niezwykle wymagający a studiowanie w jego pracowni wymagało zaangażowania i dyscypliny. Rysowaliśmy i malowaliśmy w różnych miejscach i warunkach – był to czas intensywnej, ale satysfakcjonującej pracy twórczej, który wspominam z sentymentem.
Jako osoba po liceum ekonomicznym z zamiłowaniem do matematyki i bez żadnego przygotowania malarskiego, zaczęłam próby malarskie od poszukiwań geometrycznych. Pamiętam też jak profesor Joanna Stasiak dała mi do kopiowania rysunki tuszem Rembrandta. Tłumaczyła, jak postępować, tak jak nauczyciel uczy dziecko pisać – w tym przypadku pisać jak Rembrandt. To była doskonała szkoła
Szczególnie zapadły mi w pamięć cotygodniowe spotkania, podczas których analizowaliśmy przygotowane przez nas prace. Kulminacją były przeglądy na zakończenie semestru – profesor Janusz Kaczmarski wraz z profesor Joanną Stasiak dokładnie oglądali każdą pracę, rozważając nawet najdrobniejsze jej elementy.
Profesor Kaczmarski odznaczał się niezwykłą przenikliwością – miało się wrażenie, że potrafi spojrzeć na dzieło jak przez promienie rentgenowskie. Kładł silny nacisk na znajomość historii sztuki. Często wspólnie oglądaliśmy reprodukcje dzieł, rozmawiając o kontekście kulturowym, estetycznym i technicznym.
Zajęcia z malarstwa w jego pracowni były nie tylko wymagające, lecz także niezwykle inspirujące. Profesor Kaczmarski jako prawdziwy gentleman malarstwa, poruszał się po świecie sztuki z naturalną elegancją. Zawsze nienagannie ubrany, z wyrafinowanym sposobem bycia, przypominał ikonę artystycznego świata. Jego postawa budziła w nas autentyczny respekt i głęboki szacunek.

Magdalena Janota-Bzowska

Pracuje w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie od 1998 roku. Prowadzi zajęcia z historii sztuki, analizy dzieła i miksmediów dla studentów Instytutu Edukacji Artystycznej APS, od blisko dwudziestu lat jest opiekunką Koła Naukowego Miłośników Sztuki. Jest autorką książek m.in.: Spotkanie z mistrzem – dyskusje w obszarze sztuk pięknych, podręczników, artykułów naukowych. Zajmuje się badaniem relacji między mistrzami i uczniami w obszarze sztuk pięknych. Współtworzy projekty naukowe i artystyczne o zasięgu międzynarodowym, m.in. jest współautorką międzynarodowego projektu Sztuka Uczy Pomaga – Art Teaching and Supporting.

Jest kuratorką i projektantką wystaw. Zajmuje się grafiką warsztatową, ilustracjami książkowymi i rysunkami prasowymi, swoje prace graficzne i malarskie prezentuje na wystawach indywidualnych i zbiorowych.

Publikuje w serwisie YouTube na kanale Sztuka Subiektywnie.

(…) Miałam okazję przyglądać się wyjątkowej artystycznej przestrzeni stworzonej w kręgu uczniów Kaczmarskiego, który posiadał dar rozpoznawania talentów. Na tej diagnozie opierał umiejętne dopasowanie metod pracy i wyznaczanie zadań. Prowadząc kolejne grupy studentów nie narzucał swojego stylu, ale pozwalał na zachowanie własnej ekspresji. Umiał dojrzeć potencjał, którego młody adept sztuki nie potrafił jeszcze sam w sobie zauważyć i zdefiniować. Profesor stawiał na mocne strony i pozwalał je rozwijać.

(…) Z pracowni Kaczmarskiego wychodzili absolwenci uprawiający różne typy malarstwa od minimalizmu po fotorealizm i pracę z malarstwem materii. Równocześnie wyraźnie w ich działaniach widać pewne cechy wspólne, takie jak myślenie o świetle
i myślenie o budowaniu przestrzeni. Na początku była wskazówka, ale potem pozostawiona przestrzeń na podejmowanie własnych decyzji. Kaczmarski postulował, żeby zaczynać dosyć lekko, ale z wizją docelowej kompozycji obrazu. Potrafił przekształcić stawiane studentom zadania, aby do nich dotrzeć i nie dopuszczać do zniechęcenia lub zwątpienia w możliwości twórcze.

(…) Artysta był bardzo wymagającym wobec siebie i swoich podopiecznych. Nie dla wszystkich było to łatwe. Potrzeba było czasu na osiągnięcie porozumienia i umiejętności czerpania z jego wskazówek. Udzielał trafnych korekt. Często w kilku krótkich słowach zawarta była myśl, która zawierała coś bardzo osobistego, odwołującego się do losów konkretnej osoby. W ten sposób studenci czuli się dostrzeżeni.

(…) Uczył zatrzymania, skupienia i ciszy. W nich odnajdował przestrzeń na refleksję. W dyskusji starał się poprowadzić swoich uczniów do samodzielnej odpowiedzi na, wydawać by się mogło, najtrudniejsze pytania: jak połączyć w pejzażu niebo z ziemią, jak sprawić, aby sylwetka połączyła się z tłem obrazu.

Katarzyna Jaruga

Urodziła się w 1988 roku. Jest absolwentką Instytutu Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, na kierunku arteterapia i edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych. Dyplom magisterski z malarstwa obroniła w pracowni dr. Stefana Parucha. 

Uczyła plastyki w szkołach, obecnie w warszawskim przedszkolu, prowadzi też warsztaty plastyczne dla różnych grup wiekowych.

W swojej pracy artystycznej wykorzystuje techniki mieszane, kolaż. Malarstwu towarzyszy szablon, spray, flamastry, doklejane elementy pochodzące z recyklingu.

Moja relacja z Januszem Kaczmarskim to w sumie bardziej relacja z Jego nieobecnością. Nie miałam tej możliwości, żeby być Jego uczennicą. Od samego początku była to postać, do której wszyscy moi nauczyciele, a szczególnie profesor Joanna Stasiak, się odnosili i Go przywoływali. Na początku nie bardzo wiedziałam co to znaczy, wspominany mistrz był nieuchwytny, odległy. Kiedy jest się młodą studentką, a do tego trochę zbuntowaną i szukającą własnych pomysłów, miewa się różne uczucia, wobec tego co się nam pokazuje, do czego się zaprasza, czym chce się nas inspirować. Nie tyle mam na myśli niechęć, co może bardziej małą jeszcze zdolność rozumienia pewnych pojęć. Nie zapomnę jednak, wizyty w pracowni przy al. Niepodległości w Warszawie. Tam obecność Janusza Kaczmarskiego i możliwość zobaczenia jego prac z bliska była oszałamiająca. Każdy przedmiot, kolor, obraz – wszystko do mnie przemawiało i przekonywało. Trochę jak brakujące kawałki układanki. Cała pracownia była jak z Jego obrazów. Chociaż ja w swoich studenckich eksperymentach wolałam dynamiczne działania, ostre kolory i walkę linii z plamą, w twórczości Janusza Kaczmarskiego ujął mnie spokój, wykwintna gama, cisza i piękne światło. Bardzo lubię w nich to, że są takie scenograficzne, trochę makietowe i można do nich zajrzeć jak do pudełka i pooglądać to co w środku. Dziś, kiedy czasem natknę się na Jego obrazy zawsze się zatrzymuję. Wzruszają mnie i uspokajają. Czasami chyba nie trzeba kogoś znać osobiście, a wystarczy znać jego bliskich i jego twórczość, żeby poczuć się bliżej i móc wziąć z tego taki kawałek, który pozwala robić swoje, całkowicie odmienne. Być może szukające tego samego spokoju i ciszy w zupełnie innym kształcie.

Piotr Kaniewski

Urodził się w 1990 roku w Warszawie. Jest absolwentem Instytutu Edukacji Artystycznej w Warszawie na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych, który ukończył z wyróżnieniem. Po długiej przerwie wrócił do malowania. 

Inspiracje stanowią dla niego natura, malarstwo oraz kadry filmowe, w które wplata pojedyncze postaci ludzkie bądź zwierzęce.

Z obrazami Janusza Kaczmarskiego zetknąłem się w trakcie studiów dzięki Joannie Stasiak. Jego twórczość pomogła mi uwierzyć, że można malować współcześnie, nie zrzekając się wartości osadzonych w tradycji. Co więcej, że dialogiem z tradycją właśnie, można współczesne malarstwo wspierać i komplementować. Moc tego odkrycia we mnie nie słabnie. A wręcz wzrasta podczas mojej drogi artysty, za każdym razem, kiedy stykam się z twórczością Janusza Kaczmarskiego.

Maria Kiesner

Urodziła się w 1976 roku w Warszawie. Jest absolwentką Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, dyplom uzyskała w pracowni prof. Jarosława Modzelewskiego w 2002 roku.

Obecnie jest związana z Akademią Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, gdzie prowadzi zajęcia dydaktyczne. Specjalizuje się w malarskich przedstawieniach architektury XX wieku – modernizmu, funkcjonalizmu, brutalizmu. 

Janusza Kaczmarskiego poznałam jeszcze jako uczennica Liceum Plastycznego. Przyprowadzała go do naszej pracowni Joanna Stasiak. Oglądał nasze uczniowskie prace z malarstwa i rysunku z uważnością i szacunkiem. Traktował nas jak poważnych artystów, nie jak dzieci. Nie było w nim śladu protekcjonalności. Potrafił jednym zdaniem wskazać, co w pracy jest istotne, bez zbędnych komentarzy. Zapamiętałam go jako osobę niezwykle skromną, ale pełną wewnętrznego autorytetu. Jego obecność była cicha, ale znacząca.

Po wielu latach, już pracując na uczelni i ucząc malarstwa, coraz częściej sięgam po jego twórczość. Album z jego obrazami towarzyszy mi nieustannie – do każdego tematu, do dowolnego zadania, mogę dobrać przykład z jego dorobku. Jego rozwiązania są świeże, odważne, a jednocześnie głęboko zakorzenione w klasycznym malarstwie. W jego obrazach odnajduję równowagę między formą i treścią, między intelektualnym namysłem a malarską intuicją. Malował ciszę, skupienie, światło, bez nachalności, bez efekciarstwa. Tworzył obrazy, które się nie narzucają, a jednak zostają w pamięci na długo.

Stanisław Kroszczyński

Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, dyplom z grafiki warsztatowej przygotował pod kierunkiem prof. Rafała Strenta. Studiował malarstwo w pracowni prof. Jerzego Tchórzewskiego.

Obecnie zgłębia psychoanalizę lacanowską i psychoterapię. Zajmuje się zagadnieniami z pogranicza terapii oraz sztuki. Jest kuratorem wystaw, m.in. Wojciecha Grzymały i Łukasza Rudnickiego na warszawskiej ASP.

Uprawia malarstwo, rysunek olejny i fotografię.

Obrazy Janusza Kaczmarskiego zobaczyłem podczas wystawy w warszawskiej galerii Test (w 2006 roku). Ogromne wrażenie wywarło wtedy na mnie jego myślenie w zakresie najistotniejszych podstaw malarskiego warsztatu, a więc operowanie kolorem i światłem. Uświadomiło mi to, że możliwa jest współczesna twórcza kontynuacja dociekań pionierów nowoczesności, którzy jeszcze w XIX wieku podjęli wyzwanie nowego spojrzenia na malarską formę.

Był to dla mnie przełom: po pierwsze pod wpływem Kaczmarskiego w ogóle na nowo odnalazłem sens malowania, po drugie starałem się przejąć na swój użytek to myślenie – początkowo po prostu przez naśladownictwo, potem podążając już własnymi ścieżkami. W tym sensie uważam się za ucznia Janusza Kaczmarskiego, przynajmniej w takim samym stopniu, jak Jerzego Tchórzewskiego.

U Kaczmarskiego przede wszystkim fascynuje mnie wirtuozowska gra barw, temperatur barwowych i odcieni, zaskakujące oddziaływanie różnych kolorów – zależnie od malarskiego kontekstu.

Na wystawie w Trękusie pokazuję prace fotograficzne, a więc „malowane światłem” – są to zdjęcia cyfrowe, ale (poza podstawowym retuszem) powstałe bez obróbki komputerowej, wyłącznie przy użyciu luster, filtrów, kawałków szkła, pryzmatów oraz innych środków optycznych.

Urszula Łozińska

Urodzona w 1992 roku w Warszawie. Ukończyła studia licencjackie na kierunku Edukacja Artystyczna w Zakresie Sztuk Plastycznych na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie oraz magisterskie na Wydziale Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Zajmuje się projektowaniem graficznym. W działaniach artystycznych lubi przetwarzać rzeczy niepotrzebne – szczególnie tkaniny. Interesuje się także muzyką, śpiewa i układa melodie, akompaniując sobie na syntezatorze.

Swojego miejsca na świecie szukała z przystankami w Olsztynie i Trękusie, żeby ostatecznie osiedlić się na Suwalszczyźnie.

Janusza Kaczmarskiego poznałam przez Joannę Stasiak. Przez dwuletni pobyt w Trękusie – w jej świecie pełnym niezwykłych pomysłów, światła, przestrzeni i długich leśnych ścieżek. W sposób niedosłowny i podskórny, ale na pewno znaczący.

Martyna Miroszewska

Urodzona w 1995 roku w Otwocku. Ukończyła studia na Wydziale Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Dyplom z malarstwa obroniła w pracowni prof. Joanny Stasiak. Kontynuuje naukę w Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.

Nigdy nie zapomnę arcytrudnego zdania malarskiego w pracowni profesor Stasiak, które polegało na namalowaniu styku ścian. Najcenniejsze, co zachowałam dla siebie po spotkaniu z malarstwem Janusza Kaczmarskiego oraz panią profesor to systematyczność, czujny ogląd, różnicowanie, pion ma być pion. Przestałam bać się kolorów.

Pamiętam obraz, który wisiał na piątym piętrze budynku przy ulicy Spiskiej. Nie wiedziałam jeszcze, kto go namalował, ale wydawał mi się doskonały. Nie był duży, a przecież uczyliśmy się o (dosłownie) wielkim malarstwie.

Twórczość Janusza Kaczmarskiego zawsze mnie onieśmiela – raczej nie odważyłabym się stanąć wobec takich kompozycji, bo nie ma w nich miejsca na sztuczki ani błahostki. Wymagają uważnej obserwacji, skupienia, dyscypliny. Kształty i wnętrza są mięsiste, jakby wyciosane z codziennej i osobistej materii. Tej, którą tak łatwo jest zlekceważyć.

Myśląc o obrazach Janusza Kaczmarskiego, czuję się, jakbym wchodziła do jaskini, gdzie wiązką światła odkrywam migotliwe i osobliwe kształty. Wyobraźnia podsuwa mi to, co znane albo to, za czym tęsknię. Zastanawiam się, z kim chciałabym dzielić takie przeżycie. Półmrok jaskini jest przytulny i intymny. Skrywa przyciągającą/odstręczającą tajemnicę. Czuję niemal ziemisty, wilgotny zapach. I żal mi opuszczać to miejsce, bo żadne zdjęcia ani słowa nie oddadzą wyjątkowości tego miejsca.

Jolanta Niedziela-Chudzik

Urodziła się w Kętrzynie w 1976 roku. W roku 2000 ukończyła grafikę na Wydziale Wychowania Plastycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Uczęszczała tam do pracowni malarskiej prof. Janusza Kaczmarskiego.

Po studiach mieszkała w: Niemczech, Anglii, Holandii, USA i Hiszpanii. Od 13 lat z mężem i synami mieszka na warmińskiej wsi.

Tworzy obrazy w technice akrylowej z elementami rysunku, wykonuje lalki, ceramiczną biżuterię i ilustracje kolażowe. Uczestniczyła w ponad 20 wystawach krajowych i zagranicznych, zilustrowała książkę Podlaskie bajki Celiny Zubryckiej. Lalka jej autorstwa przedstawiająca Irenę Sendlerową, znajduję się w stałej ekspozycji Muzeum Domów dla Lalek i Zabawek w Warszawie.

Janusz Kaczmarski był dla mnie zagadkową postacią. Pamiętam pełne napięcia przeglądy prac, kiedy najbardziej bolesnym komentarzem bywał jego brak. Wysoka, pełna skupienia postać. Byłam niezbyt pilną studentką i trudno było mi pracować w uczelnianych murach.

Ale pamiętam również dwa momenty, które zapadły mi w serce. Na ciemnym korytarzu (w pracowni nie było już miejsca) rozkładam dziesiątki szkiców ołówkiem i tuszem, szybkich, intuicyjnych – przeważnie biel i czerń. Niedługo kończyliśmy studia, a ja pracowałam głównie poza uczelnią, na szybko i po swojemu. Janusz Kaczmarski podszedł do nich, byłam już ostatnia do przeglądu, pewnie z lęku. – A czyje to prace? spytał. – Moje. – Gdzie byłaś przez te wszystkie lata? Są świetne.

I jeszcze taka scena z pleneru. Znów przegląd. Mnóstwo prac. Kładę moje małe szkice gdzieś z boku. Zaszyłam się na cały dzień na jakimś podwórku kamienicy, studiując światło bramy. To była moja ucieczka w samotność. Janusz Kaczmarski sięgnął po moje obrazki i położył w centrum.

– Tak się maluje światło, powiedział.

Czego nauczyły mnie te dwie sytuacje? Żeby ufać sobie, swojej intuicji. Chodzić swoimi ścieżkami. Odważnie.

Stefan Paruch

Urodził się w 1978 roku. Studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni prof. Leona Tarasewicza oraz w pracowni prof. Modzelewskiego, gdzie obronił dyplom. W latach 2003–2006 studiował na Wyższym Studium Montażu w PWSFTViT w Łodzi. Pracuje jako profesor oraz dyrektor Instytutu Edukacji Artystycznej w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie.

Brał udział w kilkudziesięciu wystawach w kraju i za granicą. Wspólnie z Moniką Masłoń jest autorem projektu „Wzornik – narzędzie do nauki pracy z obrazem”. Jest stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Janusza Kaczmarskiego poznałem dawno temu. Studiowałem wtedy malarstwo. Był autorem obrazów, których nie rozumiałem. Wydawały mi się suche. Zawierały przeczuwaną przeze mnie tajemnice obrazu, która nie była dla mnie dostępna. Jego prace przypominały mi obrazy Cézanne’a. Suche. Wytarte od ciągłego poprawiania. Zdawały się być zapisem intensywnego wgryzania się w rzeczywistość. Były znakiem długotrwałego patrzenia. Przypominały mi zapis zmagania się i niezgody na efekt, do którego docierał.

Po latach na jego pogrzebie usłyszałem słowa Katarzyny Stamm, która przywołała w tamtym momencie obecność malarza. Powtarzam z pamięci, więc pewnie niedokładnie. Przyjaciółka i historyczka sztuki powiedziała, że czuje jego obecność i ma poczucie, że pojawia się on na uroczystości podobnie jak na swoich płótnach. W cieniu, gdzieś za oknem. Jest jak sylweta z obrazów, zjawa przecierająca się gdzieś na drugim planie. Poczułem wtedy jego realność bardziej niż kiedykolwiek. Nie było go już a w obrazach był niezwykle żywy.

Lata później znalazłem, gdzieś cytat. Pisał o swoich autoportretach. Mówił, że nie lubi swoich pierwszych wizerunków. Zaglądał sobie wtedy w oczy. Starał się namalować stany emocjonalne. Portrety własne w stanie jakim się czuje. Polubił siebie malować, gdy zaczął patrzeć na swoją głowę jako coś obcego, przestrzenny obiekt zobaczony w świetle. Pozbawioną emocjonalności, ale obiektywną formę do zobaczenia po malarsku. Była to refleksja dojrzałego, mądrego malarza, który wie na co patrzy. Sam pewnie chciałbym kiedyś taką mądrość nabyć.

Nie mam pewności, czy wiernie opisuje co czytałem, ale poproszony o kilka słów piszę o swoim intelektualnym spotkaniu, które do dziś do mnie wraca.

Witold Pochylski

Urodził się i mieszka w Mogilnie. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyplom uzyskał w 1987 roku w pracowni malarstwa prof. Janusza Kaczmarskiego oraz aneksowej pracowni witraży Konstantego Łyskowskiego. Jest profesorem w Katedrze Rysunku Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu.

Zajmuje się rysunkiem, malarstwem i witrażem oraz działaniami plastycznymi w tzw. „miejscach ujawnionych”. Tworzy realizacje instalacyjno-czasowe. Jest pomysłodawcą i kuratorem dwudziestu edycji Ogólnopolskich Mogileńskich Spotkań Plastycznych a także założycielem stowarzyszenia artystycznego „Magazyn Zbożowy GS” w Mogilnie. Inicjuje działania artystyczno-społeczne na rzecz społeczności lokalnej – „Magazyn ludzi”, „Foto magazyn”, „Teatr magazyn”, „Działania podstawowe”, „Muzyka pozaradiowa”. Ma na koncie ponad 120 wystaw, akcji i efemerycznych działań twórczych.

Jest 1982 rok, jestem po pierwszym roku studiów. Oglądam na wystawie końcoworocznej pracownie malarskie Borysowskiego, Kotlarczyka czy Wiśniewskiego – nic specjalnego. Jedynie w jednej pracowni, u profesora Janusza Kaczmarskiego, widzę prace starszych kolegów kompletnie inne, różne i osobne. Po konkursie zaczynam studiować w pracowni Kaczmarskiego, jedynej mającej program i twórczą motywacje. Po roku w tej pracowni jest jeszcze lepiej, prace kolegów – Piotra, Marka czy Kazia dopełniają moje przekonanie do studiowania w tej pracowni, przypominającej pracownie dyplomowe profesorów Stanisława Teisseyra czy Jacka Waltosia na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.

Co ciekawe, na końcu listy zadań w pracowni Kaczmarskiego widniał zapis i propozycja dla nas studentów składania własnych tematów i zadań dodatkowych. Były to dla nas duże wyzwania. Po roku realizowałem swoje propozycje, skrupulatnie omawiane z prowadzącym. Pracownia była miejscem rozmów i grupowych pokazów. Sam Janusz Kaczmarski mobilizował nie tylko do oglądania wszystkiego co wizualne (szeroko rozumiana plastyka, film i teatr) ale też do czytania –  tego co klasyczne i współczesne. Mieliśmy świadomość, że profesor w swoim toruńskim pokoju regularnie maluje i pracuje nad cyklami swoich prac. W pracowni rozmowy dotyczyły wątków narracyjnych i znaczeniowych ważnych w obecnej i przyszłej twórczości każdego z nas. Podczas ogólnych czy indywidualnych korekt namawiał do pracy seriami i powtórzeniami prowadzącymi niekiedy do autorskich odkryć np. warsztatowych. Pamiętam wielokrotne rozmowy nad leżącymi na podłodze pracowni dziesiątkami moich monotypii, prób o monochromatycznych zabarwieniach dotyczących zjawisk przestrzennych. Zapamiętałem pytania, niezobowiązujące przypuszczenia … tak mimo wszystko motywujące. Po czasie warto zauważyć, że ta pracownia pozwalała na autorską inność, na swobodne uwalnianie studenta, absolwenta, dyplomanta. Zyskiwaliśmy świadomość budowania i pokazywania swoich prac podlegających już innemu porządkowi – temu twórczemu.

Agnieszka Rożnowska

Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu na Wydziale Malarstwa Grafiki i Rzeźby. Dyplom uzyskała w prof. Władysława Dudkowiaka. W latach 2002–2009 była związana z Instytutem Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej. Od 2010 roku prowadzi Pracownię Rysunku w Katedrze Mody na Wydziale Wzornictwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Współpracuje również z Instytutem Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Jest artystką sztuk wizualnych, graficzką, pedagogiem, założycielką Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Mody. Zrealizowała szereg wystaw indywidualnych i zbiorowych, w tym międzynarodowych. Współpracowała ze studiem Animagie w Paryżu, prowadziła warsztaty artystyczne dla różnych grup wiekowych w Polsce, Francji, Hiszpanii i Japonii.

Moje spotkanie z Januszem Kaczmarskim miało miejsce w jego pracowni w Alei Niepodległości, gdzie tworzył w ostatnich latach swego życia. Nie było to spotkanie z samym Kaczmarskim, ale z Jego wszechobecnym duchem gnieżdżącym się w każdym zakamarku przestrzeni, w której miałam przyjemność pracować.

Joanna Stasiak zaprosiła mnie do pracowni, kiedy straciliśmy z mężem nasze dotychczasowe miejsce do pracy. Oswajanie z obecnością mistrza nie było łatwe. W pracowni panował porządek jednak ilość artefaktów, obiektów które co rusz odnajdywałam w obrazach Janusza Kaczmarskiego nieustannie przypominały jego obecność. Czaszka, pędzle, narzędzia pracy, naczynia przywiezione z dalekich wypraw, płyty z muzyką, której słuchał, obrazy i biblioteka w pokoju z lustrem, w którym zawsze panował półmrok. Zapach poddasza, farb i starości. Wszystko to sprawiało, że gdy wchodziłam na poddasze, aby pracować przemieszczałam się w inną rzeczywistość. Szczególnie w dni, w które światło przeświecające przestrzeń pracowni było niemal jak z jego obrazów, miałam poczucie jakbym się w nich zanurzała. W tym scenariuszu brakowało tylko samego Kaczmarskiego, siedzącego na stołku lub portretującego siebie w rozproszonym świetle dnia.

Kiedy przyszedł moment, w którym Joanna postanowiła odświeżyć pracownię, zabraliśmy się za intensywny remont. Joanna jeździła po materiały, dobierała precyzyjnie barwniki do farb, gotowała. A my z Tomkiem Żmijewskim spędzaliśmy godziny malując ściany rozmawiając o sztuce i życiu, o samotności. Wówczas jeszcze nie wiedziałam, że za rok już Tomka nie będzie. Z dużym sentymentem wspominam czas remontu pracowni Janusza Kaczmarskiego. Mam wrażenie jakbym uczestniczyła w wydarzeniu konserwatorskim, w którym odnawiając przestrzeń konserwator pragnie zachować jej charakter oddając szacunek tym, którzy poszli na długi spacer.

Aleksandra Simińska

Urodziła się w 1962 roku. W latach 1983–1988 studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyplom z wyróżnieniem uzyskała w pracowni malarstwa prof. Janusza Kaczmarskiego. W latach 1989–1993 była asystentką na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. W 1999 roku wyjechała do Paryża na stypendium Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze i Nauce Polskiej. Od 2006 roku pracuje na Politechnice Bydgoskiej, gdzie w 2011 uzyskała tytuł profesora sztuk plastycznych.

Jest także profesorem wizytującym na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest wiceprezesem Zarządu Okręgu ZPAP w Bydgoszczy.

Zajmuje się malarstwem i rysunkiem, tworząc cykle takie jak: Pejzaż podwójny, Rozmowy z innymi malarzami, Wyspy, Wnętrza z pudłem, Bachantki, Aleppo, Dla Ukrainy.

Janusz Kaczmarski był nieznanym mi pedagogiem, gdy wybierałam pracownię, w której chciałam robić dyplom. Poszłam tam, gdzie moi najzdolniejsi koledzy. Jego pracownia była dla mnie bardzo ważna. Miała atmosferę, tam naprawdę pracowało się na poważnie. Dyplomanci – Marek Szary i Piotr Będkowski pracowali w ciszy. Młodsze lata się do tego dostosowały. Mieliśmy zapisany na w maszynie szczegółowy program ćwiczeń, który leżał w szafie. Pamiętam, że wszystkie wydały mi się atrakcyjne, nawet temat dotyczący sportu. Była tam też określona forma ich realizacji. Inne pracownie tego nie miały. Profesor robił jedną lub dwie korekty w czasie zajęć. Semestralne przeglądy to były długie i bardzo wyczerpujące analizy. Miałam wrażenie, że profesor widział więcej niż tam było, potrafił dostrzec mocne strony. Jego malarstwo zobaczyłam dopiero w 1987 roku, na czwartym roku studiów, w kwartalniku artystycznym Projekt. Od razu zrobiło na mnie wrażenie.

Po studiach kilkanaście razy odwiedziłam jego pracownię w Warszawie. Myślę, że dopiero wtedy poczułam więź z tym malarstwem. Miało duży wpływ na moją sztukę. Najbardziej ceniłam jego światło i brawurowe położenie farby. Kaczmarski podarował mi swój obraz, świetlisty autoportret. To najcenniejszy obraz w mojej kolekcji.

Po trzecim roku studiów był miesięczny plener w Cieszynie. Profesor zaprosił swoich studentów wieczorem na wódeczkę. Tomek, Michał, Darek i ja piliśmy, rozmawiając o malarstwie. W pewnym momencie, około pierwszej w nocy, Kaczmarski zaczął mówić o naszej przyszłości artystycznej. Bardzo jasno, ciekawie mówił o moich kolegach, widział ich rozwój, talent. Doszedł do mnie. Powiedział: „a pani Ola jak szybko nie wyjdzie za mąż…”, w tym momencie moi koledzy roześmiali się bo ja już od roku byłam mężatką. Powiedzieli to profesorowi ale on już on nie dokończył wizji mojej przyszłości. Żałuję…Wszystko to po latach przypomniałam Januszowi, kiedy już byliśmy po imieniu. Uśmiał się wtedy. Myślę, że wierzył bardziej w chłopaków, ale już mój dyplom bardzo go zainteresował i wystąpił dla mnie o wyróżnienie. Może wtedy we mnie uwierzył.

W 2016 namalowałam obraz Dyrygent, w którym jest cytat z autoportretu Kaczmarskiego. Oryginał jest u kolekcjonera, ma wymiar 327 x 210 cm.

Dyrygent to obraz, w którym zawarłam mój stosunek do pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego.

Joanna Stasiak

Oglądanie obrazów i rozmawianie o nich było istotną częścią naszego wspólnego życia. Malowaliśmy w pracowniach naprzeciwko i wieczorem przechodziliśmy z jednego miejsca do drugiego, żeby zobaczyć i ocenić dniówkę. Janusz miał słuch absolutny. Jego słowo potrafiło zmienić tor mojej pracy. Swobodnie mówiłam o jego obrazach, ale powstrzymywałam się od prób podpowiedzi. Janusz stawiał sobie niewyobrażalnie trudne zadania malarskie i rozwiązywał je w sposób zaskakujący.

Marek Szary

W latach 1982–86 studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego. Uzyskał dyplom z wyróżnieniem w 1986 roku. Obecnie jest profesorem sztuk pięknych w Katedrze Rysunku Instytutu Sztuk Plastycznych i Konserwacji Dzieł Sztuki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Zajmuje się malarstwem sztalugowym, rysunkiem, ilustracją książkową oraz polichromią. Swoje prace prezentował na 20 wystawach indywidualnych oraz ponad 140 wystawach, konkursach i plenerach, zarówno w kraju jak i zagranicą.

Pracownia prof. Janusza Kaczmarskiego była w okresie moich studiów w Katedrze Malarstwa pracownią, która posiadała program opierający się na wielkiej tradycji malarstwa polskiego jak i europejskiego. Program ten dotyczył pewnej komplementarności elementów formy malarskiej na przestrzeni dziejów sztuki nowożytnej.

Marek Szczęsny

Urodził się w 1965 roku w Bydgoszczy. Ukończył studia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu na Wydziale Sztuk Pięknych w 1992 roku, w pracowni prof. Zygmunta Kotlarczyka. W latach 1994–1995 odbył staż na ASP we Florencji i na Uniwersytecie w Sienie. Był asystentem w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie, w latach 1995–1999.

Jest profesorem rysunku i malarstwa, prowadzi pracownię na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Bierze udział w wielu artystycznych przedsięwzięciach plenerach krajowych i zagranicznych. Ma na swoim koncie przeszło 20 wystaw indywidualnych.

Moje pierwsze spotkanie z prof. Januszem Kaczmarskim miało miejsce podczas pleneru malarskiego w Solcu Kujawskim w 1992 roku. Byłem wtedy na trzecim lub czwartym roku studiów i po zakończeniu sesji tradycyjnie malowaliśmy w plenerze. Oczywiście znałem wcześniej profesora, wiedziałem kim jest, ale rozmowy były przelotne. Co innego plener. Malowaliśmy cały dzień a wieczorem przychodził czas na korektę i rozmowy o sztuce. Upał tego lata był afrykański, chętnie korzystaliśmy z zimnego wiatru od Wisły i słuchaliśmy profesora. Chyba byliśmy zmęczeni walką z obrazami, bo więcej niż o malowaniu rozmawialiśmy o sztuce. Wtedy doszliśmy z kolegami do wniosku, że Janusz mógłby być nauczycielem historii sztuki. W czasie wspólnej wizyty w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy wyczerpująco omawiał prawie każdy obraz. Dwie godziny w muzeum wydały się nam być kwadransem.

Magdalena Świercz

Studiowała na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie w 2003 roku uzyskała dyplom z zakresu projektowania graficznego i wystawiennictwa w pracowni prof. Henryka Chylińskiego. W latach 2003–2005 odbyła studia podyplomowe na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W latach 2006–2007 uczestniczyła w studium arteterapii organizowanym przez Polski Instytut Ericksonowski. Od 2003 roku jest związana z Akademią Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, gdzie wykonuje pracę dydaktyczną i naukową. Od 2007 prowadzi też zajęcia z dziećmi i młodzieżą w Fundacji Dziecko i Sztuka.
Zajmuje się grafiką, malarstwem, metodyką sztuk wizualnych, arteterapią i pedagogiką.
Ma na koncie wystawy indywidualne w wielu miastach Polski oraz za granicą – m.in. w Słowenii i we Włoszech.

Trudno powiedzieć, że poznałam Janusza Kaczmarskiego. Spotkałam go osobiście jedynie w trakcie przygotowań do wystawy i projektowania towarzyszącego jej malutkiego katalogu prac.

Zrobił na mnie wówczas wrażenie wyjątkowo schludnym, niemal sterylnym wyglądem i ogromnymi wymaganiami jakie sam sobie stawiał.

Choć te osobiste spotkania trwały ledwie kilka chwil mam przekonanie, że dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, w jakimś sensie – poznałam Janusza później, podczas pracy w jego mokotowskiej pracowni.

W 2009 roku gorączkowo poszukiwałam miejsca, w którym mogłabym wykonać cykl obrazów do doktoratu. Wracałam niepewnie i dość niechętnie do warsztatu malarskiego.

Właśnie wtedy, na zaproszenie Joanny Stasiak, gościnne poddasze przy al. Niepodległości stało się dla mnie nie tylko przestrzenią swobodnej twórczości, ale też źródłem inspiracji.

Tu mogłam bez skrępowania ułożyć płótna i kartony na podłodze i mazać po nich solidnym ławkowcem i przemysłowymi pigmentami. Pracownia uchyliła przede mną także swoje szuflady i skrytki z materiałami, skrzętnie zgromadzonymi tu przez lata.

Zachwyciły mnie przechowywane ze starannością wiekowe farby, pędzle, kartony, doskonałej jakości kredki, świetne akwarelowe bloki – wśród nich materiały, z którymi nigdy wcześniej nie miałam okazji pracować. Poczułam przyjemność i zachętę do działania. Zrozumiałam, że biorę udział w jakimś szerszym, istotnym procesie, ważnej tradycji i mam szansę także zabrać głos.

Nieobecny już wówczas Janusz Kaczmarski w jakiś niezwykły sposób zaprosił mnie do wspólnego malowania, terminowania w jego mistrzowskiej pracowni.

Dał mi szansę na nowo poczuć radość z malowania i odwagę dialogowania z mistrzami.

Tonda Kinoko

W 1996 roku uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni malarstwa prof. Janusza Kaczmarskiego na Wydziale Wychowania Artystycznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie.

Jest wykładowcą, grafikiem i projektantem praktykującym w dziedzinie multimediów i komunikacji wizualnej.

Tworzy scenografie i elementy wideo do spektakli teatralnych, koncertów, festiwali i projektów związanych z cyfrową ekspresją sceniczną. Od 2017 roku pozostawia w przestrzeni publicznej małe grafiki z serii 288cm2 wykonane na blaszce offsetowej. Pierwszą pracę z tej serii przykleił w chińskim parku rozrywki w Chongquing, a ostatnią jak dotąd – 53 pracę, w sterówce egipskiego kutra na Morzu Czerwonym. Jako projektant, szczególnie w dziedzinie komunikacji wizualnej i multimediów współpracuje przede wszystkim z organizacjami kultury, tak w kraju jak i za granicą.

Jako pierwsze moje wspomnienie o Profesorze, zawsze powraca chwila z pracowni malarstwa, gdy byłem jeszcze kompletnie nieoświeconym studentem pierwszego roku: nie wiem, czy to był mój blejtram czy kolegi, ale na pewno straszliwie ubłocony ugrami, brązami z jakimś tam oddechem sieny. I nagle ktoś nieuważny chlapnął na to kroplą błękitnej farby. Profesor swoim spokojnym krokiem podszedł i oderwał mnie od pracy: niech Pan spojrzy proszę, jak ten mały akcent porządkuje całą paletę obrazu. To było jak objawienie, od tego wszystko się zaczęło.

Katarzyna Wolicka-Kozak

Urodziła się w 1975 roku w Szczytnie. W 2002 roku uzyskała dyplom z projektowania graficznego na Wydziale Pedagogiki i Wychowania Artystycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, w pracowni prof. Stanisława Trzeszczkowskiego. Jest animatorką kultury, związaną z Miejskim Domem Kultury w Szczytnie, gdzie prowadzi zajęcia dydaktyczne organizuje warsztaty i kuratoruje wystawy.

Od 1998 roku tworzy tkaniny batikowe formalnie nawiązujące do szablonowych odbitek.

W 2008 roku brała udział w przełomowej wystawie Sztuka Woskiem Pisana – Batik w Indonezji i w Polsce w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Ma na koncie 16 wystaw indywidualnych i 28 zbiorowych w Polsce i za granicą.

Janusz Kaczmarski jako profesor był wyważony, bardzo pracowity i wymagający pracowitości od swoich studentów. Plenery z prof. Kaczmarskim przebiegały w wypełnionej działaniem atmosferze – nawet deszcz nie mógł być przeszkodą by wyjść w plener i coś stworzyć. Udzielając korekty szanował naszą indywidualność, nie dążył do tego by powstawały Jego twórcze klony. W trafny sposób potrafił przeprowadzić merytoryczną analizę prac, zadawał pytania by umiejętnie, spokojnie acz dosadnie ganić ewentualną bezmyślność w ich tworzeniu.

Mariusz Woszczyński

Urodził się w 1965 roku, w Warszawie. W latach 1985–1990 studiował na

Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie otrzymał dyplom w pracowni prof. Rajmunda Ziemskiego. Studia uzupełniał za granicą w latach 90. w szkołach artystycznych w Marsylii, Düsseldorfie i Brukseli.

W latach 1990–1994 był asystentem w pracowni prof. Teresy Pągowskiej. Od 1996 jest zatrudniony na Wydziale Rzeźby warszawskiej ASP, początkowo w pracowni rysunku prof. Zofii Glazer i prof. Jacka Sienickiego. Od 2005 sam prowadzi pracownię rysunku i malarstwa. Miał ponad 40 wystaw indywidualnych w Polsce oraz w Chile, Francji i Niemczech, brał udział w ponad 100 wystawach zbiorowych.

Zajmuje się malarstwem, grafiką, a ostatnio ceramiką.

Janusz Kaczmarski w swoim osobistym malarskim działaniu odwoływał się bezpośrednio do praktyki i do studium natury. Poprzez tą twórczą rafinację opartą o proste przedmioty z najbliższego otoczenia, czasem portret osiągał

zamierzony efekt głębszego wniknięcia w strukturę i opisanie świata.

W obrazach jest kontemplacja, cisza i rytmy kolorystyczne, które prowadzą do uzyskania specyficznego nastroju opartego o naturę, malowane były w pracowni. Szczególnie zainteresowały mnie rysunki, opisujące rzeczywistość w szybkim szkicu, jak w pełniejszym studium, które artysta realizował cały czas, wciąż rysował. Były one oparciem, podstawą i zapisem wnikliwej obserwacji bezpośrednio z natury. W nich autor najczytelniej wyraził swój obraz świata.

Renata Zimnicka-Prabucka

Urodzona na Warmii. W 1999 roku ukończyła Wydział Artystyczny Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego. Od 2015 roku pracuje na stanowisku profesora na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Od wielu lat kontynuuje i na nowo określa swoje stałe cykle malarskie, m.in.: „Pierroty”, „Świątki”, „Chrystusiki”, „Chłopiec z… ”, „Matki”, „Podróże Hioba”.  Jest autorką 90 wystaw indywidualnych i ponad 130 zbiorowych w kraju i za granicą (m. in. Francja, Włochy, Niemcy, Chorwacja, Rosja, Litwa, Łotwa, Ukraina).

Wspomnienie to wiążę z plenerem w Drohiczynie w 1996 roku. Byłam wtedy studentką II -go roku w pracowni profesora Janusza Kaczmarskiego. Podczas pleneru pewnego dnia spotkałam go na drodze, która blisko pól schodziła w dół. Zagadnął mnie jak mi się pracuje na plenerze. Niosłam wtedy prawie na głowie płótno z lanszaftem, który moim zdaniem zamówiła u mnie jedna z pań z pobliskiego gospodarstwa (nic nie wyszło z tego zmówienia). Mijałam zakłopotana Profesora, który na szczęście nie zapytał o tę moją pracę. Wymieniliśmy parę słów, zwrócił mi uwagę na pięknie wyłaniającą się piękną fasadę kościoła benedyktynek, którą potem zaczął szkicować. Szkic ten odnalazłam w późniejszym katalogu profesora i zawsze przypomina mi on o tej chwili zatrzymanej, Jego skupieniu przy pracy nad tym szkicem.

Maciej Zychowicz

Urodził się w 1957 roku. W 1981 roku otrzymał dyplom na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest profesorem w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, gdzie od 2007 roku prowadzi pracownię rzeźby.

Był uczestnikiem opozycji demokratycznej (Studencki Komitet Solidarności) oraz ruchu kultury niezależnej, członkiem założycielem Niezależnego Związku Studentów na ASP w Krakowie, brał udział w reaktywacji Okręgu Krakowskiego ZPAP w 1989 roku, a potem był jego wiceprezesem. Współtworzył galerię „Krypta u Pijarów” w Krakowie.

Jest rzeźbiarzem, medalierem, rysownikiem i malarzem oraz projektantem wnętrz, tworzącym duże realizacje rzeźbiarskie o charakterze sakralnym.

Najważniejsze z nich: w kościołach krakowskich (św. Szczepana, św. Jadwigi Królowej, św. Marka, seminarium X.X. Zmartwychwstańców), św. Bernarda z Clairvaux w Sopocie, kościele Chrystusa Króla w Jarosławiu. Jest twórcą pomników w Eggenburgu (Austria) oraz w Waszyngtonie.

To jedno spotkanie z Januszem Kaczmarskim, pod koniec jego życia było przypadkowe i przelotne. A jednak mam go dzisiaj za człowieka bliskiego. To jego malarstwo, a nade wszystkim jego obecność w malarstwie jego uczniów. Często wyraźnie różna obecność, ale zawsze naznaczona twórczą a przy tym zawsze rzetelną relacją do świata budowaną przez kolor. Przed kolorem idzie jednak poczucie, że droga do rzeczywistości, nawet tej najprostszej wiedzie przez metaforę.